poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Please, never forget me


Dziś zupełnie z innej beczki
Zabawnie jest mieć kogoś bliskiego, z kim czuje się głęboką więź i z czasem go tracisz. Oddalacie się od siebie, chociaż byliście nierozłączni. Mimo to coś wiecznie staje na waszej drodze, wiecznie coś przeszkadza w pielęgnowaniu waszych relacji. Czy to oznacza, że tak naprawdę nigdy nic was nie łączyło? A może zmieniliście się pod wpływem otoczenia, wydarzeń, zachowań drugiej osoby? Może wyrośliście już z wiecznego przymykania oka na pewne sprawy albo wyrośliście już z tej znajomości. Odpowiedzi na to może być wiele. Tyle możliwych opcji, tylko która jest właściwą? Mnie się wydaję, że jednak wszystko się zbiera w jedną konkretną, która niszczy wszystko. Jednak jeśli wasza relacja była silna i prawdziwa, dłużej będziecie to znosić, ale to też zależy od osoby. Może łatwo odpuszcza i nie zależy jej już na waszej znajomości?


Zaledwie kilka lat temu nie pomyślałabym nawet, że nie będę w tak dobrych relacjach z najlepszą przyjaciółką, taką typową BFF (zawsze mnie to będzie bawiło), jak wtedy. A jednak, wszystko ulega zmianom, jak się okazuje. My się zmieniamy, otoczenie się zmienia, nasze poglądy i wyobrażenia. Nadal utrzymujemy znajomość, ale to już nie jest na pewno to samo, co było jeszcze 2 lata temu.
Szczerze chciałabym się cofnąć do tamtych lat, kiedy wszystko było w porządku. Brakuje mi tego uczucia, że nie jestem sama. Oczywiście mam jeszcze drugą kochaną beefkę, ale cholera teraz coraz bardziej mogę sobie uświadomić, że nie lubię zmian. Kiedy coś dzieje się nieprzewidywanie szybko, to yyyh po prostu nie nadążam. Często nie mogę się pogodzić z pewnego rodzaju zmianami. Wiem, że zmiany nie zawsze są złe, ale niektóre mnie dobijają. Chciałabym, aby wszystko wróciło do normy, aby było tak jak kiedyś, abym znowu czuła się, że nie jestem z czymś sama. Ostatnimi czasy czuję się właśnie jak jakiś cholerny odludek. Sam ze swoimi myślami. Często chorymi, ale to już przemilczmy...  Te momenty są najgorsze, chociaż wiem, że mam kilka (tak, 2 to już kilka) osób, którym mogę się zwierzyć. Czy da się to wszystko naprawić? Póki są chęci obu stron, wszystko się da. Ale właśnie chęci i czas. Czas jest bardzo ważny, bo przecież nie można w kilka minut nadrobić lat. Chociaż to też jest czynnik względny, bo każdy był na innym etapie znajomości i zażyłości.Czy się mylę? Mylę czy nie mylę? Oczywiście, że się nie mylę (hiehie). Mam nadzieję, że mnie się uda chociaż w tej kategorii wrócić do poprzedniego stanu rzeczy. Chociaż nie ukrywam, że z czasem jaki teraz nas rozdzielił, wszystko jakoś się układa. Po prostu przyzwyczajasz się do myśli, że już nie będzie tak jak kiedyś. Coś jednak mija, a ty nawet nie masz na to wpływu. To tak jakbyś chciał zmienić bieg rzeki, no niewykonalne.
Czasem czuję się źle, że nie mogę się podzielić czymś z osobą poniekąd jednak ważną dla mnie. Myśli się kłębią w głowie i nikt nie podpowie, co zrobić wtedy mam. Już nie wypali mój plan...
Rozwiązanie tak blisko, a jednak tak daleko. Wierzę w cuda, ale czy tym razem się uda? Mam nadzieję, że tak


Przykre, ale przecież nie można się starać za dwie osoby. To nie na tym polega przyjaźń, czy inna forma relacji. Z dnia na dzień, tygodnia na tydzień wraz z sytuacjami "awaryjnymi", przez które nie możemy się spotkać, uświadamiam sobie, że pewnym osobom trzeba pozwolić być szczęśliwym, usuwając się z ich życia. Pewien rozdział w życiu się zamyka, ale książka się nie kończy. Kolejne znajomości jeszcze przed nami (pominę fakt, że jestem antyspołeczna i zamykam się na ludzi, których już poznałam).

2 komentarze:

  1. Piękny post <3 <3 mega sie zaczytałam :) czekam na więcej postów takiego typu :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. achh ... co za piękne i prawdziwe rozmyślenia <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!
Obraźliwe komentarze będą usuwane, a uzasadniona krytyka zostanie :>