czwartek, 27 października 2016

fate


hej, hej!
jest tu taka pustka, że nawet mogłabym usłyszeć echo odbijające się od monitorów (taki żarcik kosmonaucik)
Wracam, szczerze mówiąc nie wiem na jak długo i pewnie nawet nikt tego nie czyta haha
Tyle się dzieje, że nawet nie wiem od czego mogłabym zacząć, ale cóż ostatnie dni kręciły się wokół moich urodzin i mimo, że nie lubię świętować tego dnia, to w końcu 18 lat do czegoś obliguje.
W noc na pozór ważnego święta jakoś puściły mi hamulce i po prostu się rozkleiłam. Było mi bardzo przykro, że są to już 14 urodziny, a nie ma ze mną mojego taty. Nie mogłam się opanować, łzy powoli spływały po policzku, mocząc poduszkę. Nawet nie chciałam się powstrzymywać, bo po prostu tego potrzebowałam. Chyba właśnie dlatego nie lubię swoich urodzin. Kiedy powinni być bliscy ze mną, a jednak kogoś brakuje. Czasem są takie sprzeczności w naszym życiu, których po prostu nie zdołam pojąć. Zawsze mam jednak nadzieję, że coś dzieje się po coś, a wszystkie niesprawiedliwości losowe kiedyś zostaną mi wynagrodzone (niekoniecznie w dzieciach). Nie twierdzę, że jestem człowiekiem idealnym, ale z pewnością nie zasłużyłam na pewne niejasności. Chyba nie muszę pokutować całe życie za źle podjęte decyzje? W końcu jako 4 latka nie mogłam zrobić czegoś na tyle złego. No dobra, zatrzasnęłam drzwi i zbiłam wazon, ale czy to takie straszne?
Tak czy siak zakończę już te wywody cytatem wiersza ks. Jana Twardowskiego, który trafia dokładnie w sedno.

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy"

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Please, never forget me


Dziś zupełnie z innej beczki
Zabawnie jest mieć kogoś bliskiego, z kim czuje się głęboką więź i z czasem go tracisz. Oddalacie się od siebie, chociaż byliście nierozłączni. Mimo to coś wiecznie staje na waszej drodze, wiecznie coś przeszkadza w pielęgnowaniu waszych relacji. Czy to oznacza, że tak naprawdę nigdy nic was nie łączyło? A może zmieniliście się pod wpływem otoczenia, wydarzeń, zachowań drugiej osoby? Może wyrośliście już z wiecznego przymykania oka na pewne sprawy albo wyrośliście już z tej znajomości. Odpowiedzi na to może być wiele. Tyle możliwych opcji, tylko która jest właściwą? Mnie się wydaję, że jednak wszystko się zbiera w jedną konkretną, która niszczy wszystko. Jednak jeśli wasza relacja była silna i prawdziwa, dłużej będziecie to znosić, ale to też zależy od osoby. Może łatwo odpuszcza i nie zależy jej już na waszej znajomości?


Zaledwie kilka lat temu nie pomyślałabym nawet, że nie będę w tak dobrych relacjach z najlepszą przyjaciółką, taką typową BFF (zawsze mnie to będzie bawiło), jak wtedy. A jednak, wszystko ulega zmianom, jak się okazuje. My się zmieniamy, otoczenie się zmienia, nasze poglądy i wyobrażenia. Nadal utrzymujemy znajomość, ale to już nie jest na pewno to samo, co było jeszcze 2 lata temu.
Szczerze chciałabym się cofnąć do tamtych lat, kiedy wszystko było w porządku. Brakuje mi tego uczucia, że nie jestem sama. Oczywiście mam jeszcze drugą kochaną beefkę, ale cholera teraz coraz bardziej mogę sobie uświadomić, że nie lubię zmian. Kiedy coś dzieje się nieprzewidywanie szybko, to yyyh po prostu nie nadążam. Często nie mogę się pogodzić z pewnego rodzaju zmianami. Wiem, że zmiany nie zawsze są złe, ale niektóre mnie dobijają. Chciałabym, aby wszystko wróciło do normy, aby było tak jak kiedyś, abym znowu czuła się, że nie jestem z czymś sama. Ostatnimi czasy czuję się właśnie jak jakiś cholerny odludek. Sam ze swoimi myślami. Często chorymi, ale to już przemilczmy...  Te momenty są najgorsze, chociaż wiem, że mam kilka (tak, 2 to już kilka) osób, którym mogę się zwierzyć. Czy da się to wszystko naprawić? Póki są chęci obu stron, wszystko się da. Ale właśnie chęci i czas. Czas jest bardzo ważny, bo przecież nie można w kilka minut nadrobić lat. Chociaż to też jest czynnik względny, bo każdy był na innym etapie znajomości i zażyłości.Czy się mylę? Mylę czy nie mylę? Oczywiście, że się nie mylę (hiehie). Mam nadzieję, że mnie się uda chociaż w tej kategorii wrócić do poprzedniego stanu rzeczy. Chociaż nie ukrywam, że z czasem jaki teraz nas rozdzielił, wszystko jakoś się układa. Po prostu przyzwyczajasz się do myśli, że już nie będzie tak jak kiedyś. Coś jednak mija, a ty nawet nie masz na to wpływu. To tak jakbyś chciał zmienić bieg rzeki, no niewykonalne.
Czasem czuję się źle, że nie mogę się podzielić czymś z osobą poniekąd jednak ważną dla mnie. Myśli się kłębią w głowie i nikt nie podpowie, co zrobić wtedy mam. Już nie wypali mój plan...
Rozwiązanie tak blisko, a jednak tak daleko. Wierzę w cuda, ale czy tym razem się uda? Mam nadzieję, że tak


Przykre, ale przecież nie można się starać za dwie osoby. To nie na tym polega przyjaźń, czy inna forma relacji. Z dnia na dzień, tygodnia na tydzień wraz z sytuacjami "awaryjnymi", przez które nie możemy się spotkać, uświadamiam sobie, że pewnym osobom trzeba pozwolić być szczęśliwym, usuwając się z ich życia. Pewien rozdział w życiu się zamyka, ale książka się nie kończy. Kolejne znajomości jeszcze przed nami (pominę fakt, że jestem antyspołeczna i zamykam się na ludzi, których już poznałam).

niedziela, 6 marca 2016

Zbiegi




Hej, hej!

Marzec to mój miesiąc wizyt u lekarzy. Pociągi dostały skrzydeł i latam nimi jak szalona, znaczy może nie tak bardzo szalona, bo większość czasu przesypiam i wracam jak zombie, no ale chyba wiecie co mam na myśli. Za mną badanie fal mózgowych, a tak się uśmiałam jak debil. Pewnie dlatego, że gdy zobaczyłam co mi założono na głowę, to poczułam się jak jakiś pilot. Już prawie odlot wziuu wziuu i tak mnie napadło, że ledwo zaciskałam usta, żeby nie wystawiać zębów. To dopiero musiało wyglądać! Jakbym potrzebowała, ale trochę innych badań. Położyłam się na wyznaczonym miejscu, Pani mnie podłączyła i znów napad śmiechu jak usłyszałam "Oo, ale masz tu kolorowo!". A no mam! Sny kolorowe, pomaluj moje snyyyy!
W środę udawałam z bff'kami tajniaków! Na w-f przyszło tylko 6 dziewczyn, więc trzeba było się jakoś ewakuować i urwać z dwóch godzin siedzenia na sali. Po co tam skoro można w szatni haha udałyśmy, że śpieszymy się na autobus, pomińmy już fakt, że każda podawała inny przystanek, bo w końcu nam się udało. Później z kapturami na głowach się przemieszczałyśmy, niemal bez dźwiękowo (tylko Jaśka szurała).
Wczoraj za to dziewczyny wyciągnęły mnie na nocowanie i huhuu zaczęło się wspominanie starych czasów. Zaczęło się śpiewanie głupkowatych piosenek, oglądanie moich filmików, które nagrywam na każdym kroku, snapy, żale i oczywiście kreatywne karniaki w moim wykonaniu! 
I tak oto nie było dnia, w którym bym nie płakała ze śmiechu. Taka jestem roześmiana Ania. hihihi


sobota, 27 lutego 2016

Całujesz jak Bóg



Hej, hej, hej!
Moje ferie już dawno się skończyły, nad czym straszliwie ubolewam, ale liczę już dni do 15 marca. Mam wtedy wycieczkę i jest to pierwsza od pierwszej klasy, bo wcześniej nie mogliśmy się zgrać. Mało tego, że jest wtedy wycieczka, bo jeszcze mam wolne wtedy do końca tygodnia!

Kurczę, ledwo zaczęłam powrót do ćwiczeń, a tu co się pojawiło? Paczka z Kanady, no ładnie... Oczywiście cieszyłam się jak dziecko, ale kolejne słodkości tylko powiększają moje masywne uda. Tęsknię za czasami, kiedy chciałam przytyć. Boże co ja sobie wyobrażałam? Że będę wyglądała jakoś super z pięknym ciałkiem? Ahh głupia ja.
Wracając jeszcze do ferii, to pierwszy tydzień wolnego spędziłam u siostry w stolycy. Najbardziej z tego wypadu podobała mi się część spędzona w Koperniku. Czułam się jak dziecko w fabryce czekolady Williego Wonki. Ahh mogłabym tam zamieszkać.


Jeśli macie 100 wolnych minut, gotowych do wyjęcia z życia to polecam Wam na tą okazję "niezłą komedię". Ja już jestem po najgorszym filmie wszech czasów! Mowa tu o czeskim badziewiu zatytułowanym "Całujesz jak Bóg", a najzabawniejsze jest to, że wpadli na pomysł, żeby wgłębić się w tego gniota i wyprodukowali drugą część! No cóż tytułem zniewalająco się nie różni i pewnie też nie porywa - "Całujesz jak diabeł". Powiem szczerze, że pomimo żenującej fabuły ja nadal oglądałam i niektóre momenty były tak głupie, że aż śmieszne. No coś niewyobrażalnego. Chciałabym obejrzeć drugą część, ale niestety nie znam czeskiego. Czeski chłam, ale za to dobry na odmóżdżenie (lepszy niż dlaczego ja i te inne tego pokroju).